Eksperci alarmują, że rynek jednej z najważniejszych upraw w kraju wchodzi w okres ogromnej niepewności, a najbliższe lata mogą zdecydować o przyszłości wielu gospodarstw specjalizujących się w produkcji roślinnej.
Rzepak będzie musiał zmierzyć się z wieloma wyzwaniami
To właśnie przyszłość rynku rzepaku najmocniej wybrzmiała podczas niedawnego seminarium Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – PIB poświęconego sytuacji i perspektywom tej uprawy.
– Sektor rzepaku będzie musiał zmierzyć się z wieloma wyzwaniami w najbliższej dekadzie – tłumaczył Łukasz Chmielewski z IERiGŻ – PIB.
Ekspert wskazał, że największe zagrożenia dla rynku to dziś: zmiany klimatyczne i niedobory wody, ograniczenia Zielonego Ładu, spadające znaczenie biopaliw pierwszej generacji, elektryfikacja transportu, rosnąca konkurencja ze strony Ukrainy i światowych producentów soi.
Jak zaznaczył, problem jest poważny, bo rzepak pozostaje jedną z kluczowych upraw w Polsce – zarówno dla rolnictwa, przemysłu spożywczego, jak i sektora paliwowego.
Jesteśmy rzepakową potęgą, ale sektor zaczyna mieć problem
Polska jest obecnie trzecim największym producentem rzepaku w Unii Europejskiej i odpowiada za ok. 18% unijnej produkcji. W ciągu ostatnich 20 lat areał upraw wzrósł o ponad 70%.
– Rzepak jest dominującą uprawą oleistą w Polsce – przypominał Chmielewski.
Jednocześnie ekspert zwrócił uwagę, że krajowy sektor olejarski zaczyna odczuwać coraz większy niedobór surowca.
Polska tłoczy dziś więcej rzepaku, niż sama produkuje. Zakłady potrzebują ponad 4 mln ton surowca rocznie, podczas gdy krajowe zbiory wynoszą ok. 3,6–3,7 mln ton. – Polskie uprawy nie są w stanie zapewnić odpowiedniej ilości surowca – mówił ekspert.
To właśnie dlatego coraz częściej wraca dyskusja o imporcie rzepaku z Ukrainy.
Ukraina może wywrócić rynek rzepaku?
Jednym z najmocniejszych i najbardziej kontrowersyjnych wątków seminarium była rosnąca presja ze strony Ukrainy. Eksperci nie ukrywali, że dla polskich producentów rzepaku to jeden z najważniejszych czynników ryzyka na najbliższe lata.
Po wybuchu wojny i otwarciu unijnego rynku na ukraińskie produkty rolne do Polski zaczęły trafiać duże ilości tańszego rzepaku. Jak przypomniano podczas seminarium, doprowadziło to do gwałtownego wzrostu podaży i silnej presji na ceny.
– Jeśli mają być reprezentowane interesy rolników, to zakaz importu wydaje się sensowny, bo zdejmujemy z rynku konkurencyjne, tańsze nasiona – mówił Łukasz Chmielewski.
Ekspert podkreślał jednak, że problem jest dużo bardziej złożony. Polska branża olejarska ma dziś większe możliwości przerobowe niż krajowa produkcja rzepaku. Zakłady potrzebują więc dodatkowego surowca i patrzą na ukraiński rzepak przede wszystkim przez pryzmat ceny oraz dostępności.
– Z punktu widzenia sektora olejarskiego embargo nie ma sensu, bo zakłady chcą kupować jak najtaniej i jak najwięcej – zaznaczył.
To właśnie tutaj pojawia się największy konflikt interesów: rolnicy chcą ograniczenia importu, aby chronić ceny skupu, natomiast przetwórcy oczekują taniego surowca, który pozwoli im utrzymać konkurencyjność na europejskim rynku.
Eksperci zwracali uwagę, że problem może jeszcze bardziej narastać w przyszłości. Ukraina już dziś jest jednym z największych producentów rzepaku i olejów roślinnych w Europie, a jej potencjał produkcyjny jest ogromny.
Dodatkowo unijny rynek pozostaje deficytowy. Unia Europejska nie produkuje wystarczającej ilości rzepaku i olejów roślinnych, dlatego musi importować surowce z zewnątrz. Ukraina naturalnie staje się więc jednym z najważniejszych dostawców.
– Unia Europejska ma ok. 70% samowystarczalności w zakresie rzepaku i olejów. Ten olej tak czy inaczej musi być kupowany – tłumaczył Chmielewski.
Podczas dyskusji pojawił się także temat możliwej akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej. Zdaniem części ekspertów mogłoby to całkowicie zmienić układ sił w europejskim rolnictwie.
– Ukraina ma bardzo duży potencjał produkcyjny, jeśli chodzi o rolnictwo – podkreślał ekspert IERiGŻ.
Wskazywano, że ukraińskie gospodarstwa są często wielokrotnie większe od polskich, a koszty produkcji pozostają niższe. To oznaczałoby jeszcze silniejszą konkurencję cenową dla polskich producentów.
Dodatkowe emocje budzi również kwestia GMO. Chmielewski przypomniał, że Ukraina dostosowuje przepisy dotyczące upraw genetycznie modyfikowanych do regulacji unijnych, co w przyszłości może stać się kolejnym punktem sporu na rynku rolnym.
– Jeśli nie będzie kompromisu i pewnego podziału kompetencji produkcyjnych, akcesja Ukrainy do Unii może być problematyczna – ostrzegał ekspert.
"Co zrobimy z tym rzepakiem?" Ostrzeżenie przed nadprodukcją
Coraz większe obawy budzi również przyszłość biopaliw. Dziś większość oleju rzepakowego produkowanego w Polsce trafia do biodiesla dodawanego do oleju napędowego.
Problem polega na tym, że Unia Europejska konsekwentnie odchodzi od silników spalinowych i promuje elektromobilność.
– Unia Europejska odchodzi od paliw kopalnych i biopaliw na rzecz elektryczności – wskazywał Chmielewski.
Przypomniał również, że obowiązujące przepisy przewidują zakaz sprzedaży nowych samochodów spalinowych po 2035 roku.
To może oznaczać stopniowy spadek zapotrzebowania na biokomponenty produkowane z rzepaku. – Ten udział będzie się prawdopodobnie kurczył i rodzi pytanie, co zrobić z rzepakiem oraz olejem, które wyprodukujemy – alarmował ekspert.
Dla wielu gospodarstw specjalizujących się w rzepaku sytuacja jest szczególnie niepokojąca, bo właśnie ta uprawa przez lata była jednym z filarów opłacalności produkcji roślinnej.
Ceny rzepaku coraz mocniej zależą od ropy i światowych rynków
Podczas seminarium podkreślano również, że ceny rzepaku są dziś silnie uzależnione od sytuacji globalnej.
Eksperci wskazywali na wpływ: cen ropy naftowej, rynku soi, sytuacji geopolitycznej oraz wojny w Ukrainie.
– To, co dzieje się na rynku soi, będzie wyznaczało tendencje cenowe także na rynku rzepaku – mówił Chmielewski.
Zwrócił również uwagę, że mimo wysokich cen obserwowanych po wybuchu wojny, obecnie rzepak pozostaje relatywnie tani.
– W cenach stałych z 2010 roku obecne ceny rzepaku są niższe niż 15 lat temu – zaznaczył.
Czy olej rzepakowy przegrywa walkę o konsumenta?
Ciekawa dyskusja wywiązała się także wokół samego oleju rzepakowego i jego pozycji na rynku spożywczym.
Łukasz Chmielewski zwracał uwagę, że rafinowany olej rzepakowy jest produktem bardzo uniwersalnym, ale trudno budować wokół niego tzw. produkt premium.
– Nie mamy pięciu tysięcy lat marketingu kulturowego jak oliwa z oliwek – zauważył.
Na te słowa odpowiedziała dr Ewa Rosiak z IERiGŻ – PIB, która zdecydowanie stanęła w obronie krajowego oleju.
– Olej rzepakowy rafinowany jest bardzo cenny dla konsumenta. Ma wysoką zawartość nienasyconych kwasów tłuszczowych i witamin – podkreśliła ekspertka.
Dodała również, że Polska ma silną tradycję uprawy rzepaku i spożycia oleju rzepakowego, co nadal pozostaje dużym atutem rynku.
Rzepak nadal strategiczną uprawą, ale przyszłość nie jest już pewna
Mimo licznych zagrożeń eksperci nie mają wątpliwości, że rzepak pozostanie jedną z najważniejszych upraw w Polsce.
To roślina kluczowa dla płodozmianu, ważna dla pszczelarstwa, strategiczna dla przemysłu olejarskiego, a także istotna dla bezpieczeństwa energetycznego kraju.
Jednak przyszłość sektora będzie zależeć od tego, czy Europa zdecyduje się utrzymać znaczenie biopaliw oraz jak będą wyglądały dalsze relacje handlowe z Ukrainą.
Seminarium pokazało bardzo wyraźnie, że rynek rzepaku stoi dziś na rozdrożu, a decyzje podejmowane w Brukseli mogą w ciągu kilku lat całkowicie zmienić sytuację polskich producentów.
Rolnicy coraz częściej zadają dziś jedno pytanie: czy za kilka lat Europa nadal będzie potrzebowała polskiego rzepaku?
Krzysztof Zacharuk
