Produkcja zbóż i hodowla zwierząt nie gwarantują dziś stabilnych dochodów. Zdaniem Wojciecha Pysiaka – rolnika gospodarującego na 230 ha, specjalizującego się w produkcji trzody chlewnej i uprawie zbóż oraz wiceprezesa Stowarzyszenia Agro Biznes Klub – przyszłość polskiego rolnictwa należy do gospodarstw, które nie poprzestają na sprzedaży surowców, lecz same je przetwarzają, sprzedają i budują własną markę.
Takie przesłanie wybrzmiało podczas debaty podsumowującej pierwszy rok pracy ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego, która odbyła się 24 lipca we wsi Czyżew-Ruś-Wieś (woj. podlaskie).
Największy zysk powstaje poza polem
Rosnąca zmienność cen zbóż, uzależnienie od światowych giełd i coraz większa presja kosztowa sprawiają, że sama produkcja przestaje gwarantować opłacalność. W opinii Wojciecha Pysiaka rolnicy muszą szukać wartości dodanej poza sprzedażą surowca.
Dlatego w swoim gospodarstwie postawił na model łączący produkcję roślinną, hodowlę trzody chlewnej, własne przetwórstwo i sprzedaż detaliczną.
– Nie wyobrażam sobie dziś prowadzenia gospodarstwa niepołączonego w tym kompleksie. Zboże trafia do chlewni, z chlewni produkt trafia do masarenki, a z masarenki do pięciu punktów sprzedaży. Pomijam pośredników – wyjaśnił.
To właśnie skrócenie łańcucha dostaw uważa za jeden z najskuteczniejszych sposobów na zwiększenie rentowności gospodarstwa i uniezależnienie się od wahań rynku.
Nie hektary decydują o sukcesie, lecz wartość dodana
Pysiak podkreślał, że rozwój gospodarstwa nie był wynikiem wyłącznie zwiększania produkcji czy areału: – Rozwój nastąpił tylko dlatego, że jest zastosowane pominięcie pośredników.
To podejście coraz częściej pojawia się również w innych nowoczesnych gospodarstwach. Zamiast konkurować wyłącznie wielkością produkcji, rolnicy inwestują w przetwórstwo, sprzedaż bezpośrednią i budowę własnych marek. W ten sposób większa część wartości dodanej pozostaje w gospodarstwie.
170 lat gospodarstwa i... zakaz rozwoju
Najbardziej emocjonalnym momentem wystąpienia była jednak nie rozmowa o cenach czy opłacalności, lecz o barierach administracyjnych, które – zdaniem Pysiaka – coraz częściej ograniczają rozwój rodzinnych gospodarstw.
– W tym roku obchodzimy 170 lat istnienia gospodarstwa i nasza władza lokalna w postaci wójta zakazała bycia nam rolnikami na naszym terenie – stwierdził.
Jak wyjaśnił, mimo przedstawienia kilkunastu możliwych lokalizacji inwestycji nie uzyskał zgody na rozwój produkcji.
W jego ocenie podobne sytuacje mogą zahamować rozwój całej branży: – Nie rozwiniemy branży trzody chlewnej bez młodych, ambitnych rolników, którzy chcą się tym zajmować.
Zdaniem Pysiaka przyszłość gospodarstw rodzinnych będzie zależeć nie tylko od sytuacji rynkowej, lecz także od tego, czy będą mogły inwestować i rozwijać produkcję.
Samotny rolnik będzie miał coraz trudniej
Drugim filarem nowoczesnego rolnictwa jest – według Pysiaka – współpraca producentów. Jego zdaniem grupy producentów przestają być wyborem, a stają się warunkiem utrzymania konkurencyjności wobec dużych podmiotów skupujących i przetwórczych.
Wspólne inwestycje, organizacja sprzedaży i silniejsza pozycja negocjacyjna mają decydować o odporności gospodarstw na kolejne kryzysy.
Dlatego pozytywnie ocenił rozwiązania wspierające rozwój organizacji producentów. – Powstaje dodatkowy budżet dla grup i organizacji, które mogą wykorzystać na wspólne inwestycje. To otwiera przed organizacjami producentów zupełnie nowe możliwości.
Jednocześnie apelował o utrzymanie podobnych instrumentów również po 2027 roku oraz rozszerzenie wsparcia na kolejne sektory produkcji rolnej.
Krzysztof Zacharuk
