Według Wojciecha Styburskiego, prezesa Agrointegracji, właśnie ta zależność jest jedną z największych słabości polskiego sektora.
Podczas debaty podsumowującej pierwszy rok pracy ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego przekonywał, że przyszłość branży zależy przede wszystkim od współpracy producentów, odbudowy krajowej produkcji prosiąt oraz budowania silnych organizacji rolniczych.
Największy problem nie leży w chlewni
Polscy producenci świń od lat inwestują w nowoczesną genetykę, żywienie i poprawę zdrowotności stad. Efekty są widoczne – gospodarstwa osiągają wyniki porównywalne z najlepszymi w Europie.
– Dzisiaj stawiamy na efektywność i specjalizację. Postęp genetyczny, zdrowie oraz wyspecjalizowane żywienie sprawiają, że Polska jest wśród liderów Europy pod względem wydajności – podkreślił Wojciech Styburski.
Jak zaznaczył, problem zaczyna się nie na poziomie produkcji, lecz organizacji rynku.
– Dzisiaj słabością naszej branży jest to, że musimy zaimportować prawie 8 milionów prosiąt z Danii. To potężnie destabilizuje rynek – powiedział.
Mechanizm jest prosty. Wielu producentów kupuje warchlaki w okresie wysokich cen żywca. Kiedy kilka miesięcy później tuczniki trafiają do sprzedaży, koniunktura często się odwraca.
– Kupujemy warchlaka za około 400 zł, a później sprzedajemy tucznika po 4 zł za kilogram. W takiej sytuacji nie da się zarobić – wyjaśnił.
Sama wydajność już nie wystarczy
Styburski zwraca uwagę, że nowoczesna produkcja to dziś za mało, aby zapewnić gospodarstwu stabilny dochód. Nawet bardzo dobre wyniki techniczne nie zagwarantują opłacalności, jeśli hodowcy pozostaną uzależnieni od importowanych prosiąt i będą działać w pojedynkę.
To właśnie dlatego za najważniejsze wyzwanie uznaje odbudowę krajowej produkcji prosiąt oraz stworzenie kompleksowego modelu współpracy pomiędzy producentami.
Silniejsi razem, czyli rozliczenie po sprzedaży tucznika
Jednym z głównych tematów wystąpienia była współpraca hodowców. Agrointegracja wdrożyła model, w którym producenci prosiąt i tuczników rozliczają się dopiero po sprzedaży gotowych świń. Takie rozwiązanie pozwala ograniczyć ryzyko wynikające z gwałtownych zmian cen na rynku.
– Kupujemy warchlaka po kosztach produkcji, a rozliczamy się dopiero po sprzedaży tucznika. To daje pełną stabilizację – wyjaśnił.
Jak podkreślał, jest to również realna alternatywa dla tuczu nakładczego, który coraz częściej staje się sposobem na ograniczenie ryzyka przez gospodarstwa.
– Pracujmy dla siebie i pracujmy wspólnie. Budujmy nasz polski potencjał! – apelował.
Grupy producentów mają wzmacniać pozycję rolników
Prezes Agrointegracji przekonywał również, że przyszłość sektora należy do dobrze zorganizowanych grup producentów. Dzięki wsparciu z Planu Strategicznego WPR organizacja rozwinęła działalność do poziomu sprzedaży około 13 tys. tuczników tygodniowo.
Tak duża skala sprawia, że zakłady mięsne same zabiegają o współpracę, mając gwarancję regularnych dostaw i powtarzalnej jakości surowca.
Jego zdaniem właśnie organizacje producentów najlepiej stabilizują rynek, wzmacniają pozycję negocjacyjną rolników i pozwalają wspólnie inwestować w rozwój gospodarstw.
Dobrostan stał się elementem przewagi konkurencyjnej
Jednym z filarów nowoczesnej produkcji pozostaje dobrostan zwierząt. Styburski podkreślał, że ograniczenie stosowania antybiotyków oraz poprawa warunków utrzymania zwierząt przekładają się nie tylko na jakość produkcji, ale również na wyniki ekonomiczne gospodarstw.
– Rolnicy przekonali się, że dobrostan po prostu się opłaca. Poprawiła się efektywność, zmniejszyło zużycie antybiotyków, a wymagane wskaźniki produkcyjne są dziś osiągalne – zaznaczył.
Marki własne sieci handlowych to zabójstwo dla rolnictwa?
Na zakończenie debaty Wojciech Styburski zwrócił uwagę na jeszcze jedno zagrożenie dla producentów żywności.
– Marki własne sieci handlowych to zabójstwo dla całego rolnictwa. Przede wszystkim dla branży mleczarskiej, ale także dla branży mięsnej – stwierdził.
W jego opinii rozwój marek własnych utrudnia budowanie silnych polskich marek żywności i ogranicza możliwości uzyskania większej wartości dodanej przez producentów.
Nie technologia, lecz organizacja rynku zdecyduje o przyszłości
Z debaty wybrzmiał wyraźny wniosek: polscy hodowcy nie mają dziś problemu z wiedzą, technologią czy efektywnością produkcji. Znacznie większym wyzwaniem jest organizacja rynku.
Wojciech Styburski przekonywał, że bez odbudowy krajowej produkcji prosiąt, większego zaufania pomiędzy hodowcami i rozwoju organizacji producentów trudno będzie ograniczyć zależność od importu oraz skutecznie konkurować na europejskim rynku.
To właśnie współpraca – bardziej niż kolejne programy pomocowe – może stać się fundamentem stabilnego rozwoju polskiej produkcji trzody chlewnej.
Krzysztof Zacharuk
