W przygranicznym regionie Wysokiego Renu (Hochrhein) w Badenii-Wirtembergii od lat trwa specyficzna sytuacja. Część gruntów po niemieckiej stronie granicy uprawiają rolnicy ze Szwajcarii. I właśnie oni – choć mają szwajcarski adres – składają wnioski o unijne dopłaty bezpośrednie do ziemi położonej w Niemczech.
Formalnie wszystko opiera się na obowiązujących przepisach. Dopłaty przysługują do gruntów znajdujących się w Unii Europejskiej. Jeśli ziemia leży w Niemczech i spełnia warunki, można ubiegać się o wsparcie. Problem w tym, że wnioskują o nie gospodarstwa z siedzibą poza UE. Opisuje tę sprawę topagrar.com.
93 wnioskodawców i 700 tysięcy euro
Według danych przywoływanych przez ministerstwo rolnictwa obecnie 93 wnioskodawców ze szwajcarskimi adresami pocztowymi otrzymuje unijne płatności rolne do gruntów w Niemczech. W 2024 roku łączna kwota wsparcia wyniosła około 700 tys. euro.
W tle pojawia się także liczba niemal 6000 ha – tyle ziemi w regionie przygranicznym ma być uprawiane przez szwajcarskich rolników. Te dane podają media, dlatego warto je traktować jako szacunkowe. Dla niemieckich gospodarstw z regionu to jednak nie są „tylko liczby”. To konkretna konkurencja o ziemię.
Zobacz też: Burza w Sejmie o Mercosur. Posłowie pokłócili się o to, kto sprawniej działa
Dlaczego rolnicy ze Szwajcarii mogą uprawiać ziemię w Niemczech?
Klucz tkwi w historycznym porozumieniu z 1958 r. Umowa ta pozwala na bezcłowy obrót produktami rolnymi w pasie do 10 km po obu stronach granicy. W praktyce oznacza to, że rolnik ze Szwajcarii może uprawiać ziemię w Niemczech i sprzedawać produkty bez barier celnych.
Teoretycznie prawa są symetryczne. Niemieccy rolnicy również mogliby korzystać z takiego rozwiązania po stronie szwajcarskiej. W praktyce, jak wskazują media i organizacje branżowe, to rozwiązanie jest opłacalne głównie dla gospodarstw ze Szwajcarii. Tam ceny produktów i dochody bywają wyższe, co ułatwia konkurowanie o ziemię po niemieckiej stronie.
Dlaczego niemieccy rolnicy mówią o nierównej konkurencji?
Związek Rolników Kraju Związkowego Badenii-Wirtembergii (BLHV) skierował list otwarty do decydentów na szczeblu UE, federalnym i krajowym. Organizacja domaga się „doszczelnienia” systemu dopłat.
Argument jest prosty: skoro ktoś korzysta z pieniędzy z budżetu UE, powinien podlegać tym samym zasadom i kontrolom co gospodarstwa unijne. BLHV podnosi, że rolnicy ze Szwajcarii nie funkcjonują w tym samym reżimie kontrolnym, a jednocześnie mają bezcłowy dostęp do rynku.
W tle jest też drugi wątek – ceny ziemi. Zdaniem niemieckiej organizacji wyższe dochody szwajcarskich gospodarstw pozwalają im oferować więcej za dzierżawę czy zakup gruntów. To podbija ceny i utrudnia rozwój lokalnym rolnikom.
Jakie są realne możliwości zmiany przepisów?
Sprawa nie jest prosta. Część rozwiązań próbowała wprowadzić ustawa o poprawie struktury rolnej (ASVG) z 2009 r. Jej zapisy były jednak częściowo podważane przez Trybunał Sprawiedliwości UE oraz niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości.
Ministerstwo wskazuje, że możliwe jest bardziej rygorystyczne stosowanie obowiązujących przepisów. Z kolei zmiana samej umowy celnej ze Szwajcarią wymagałaby działań na poziomie federalnym i zgody Bundestagu oraz Bundesratu. To proces długotrwały i politycznie wrażliwy.
Spór o dopłaty bezpośrednie do gruntów w Niemczech wpisuje się też w szerszą dyskusję o relacjach rolnych między UE a Szwajcarią. Trwają rozmowy o pakiecie nowych umów, a szwajcarskie organizacje rolnicze podkreślają, że chcą zachować suwerenność swojej polityki rolnej.
Oprac. Mkh na podst. topagrar.com, blue News
