StoryEditor

Gdy inni rezygnują, on inwestuje. Od lokalnej masarni do eksportu półtusz wieprzowych!

Zaczynali od kilku świń tygodniowo, dziś przetwarzają kilka tysięcy miesięcznie. Historia zakładu Zet‑Pol z Czapli Małych to przykład firmy, która z podwórkowej ubojni wyrosła na nowoczesny zakład pracujący według unijnych standardów, bez kredytów i dotacji.

01.01.2026., 19:00h

W 1990 r. młody rzeźnik zaczynał od kaszanki i kiełbasy rozwożonej własnym autem do lokalnych sklepów. Dziś ubija 4–5 tys. tuczników miesięcznie, ma własną linię ubojową, chłodnie, flotę samochodów i eksportuje półtusze m.in. do Czech, Słowacji i na Węgry.

Rzeźnik postawił na rozwój

Zet‑Pol był pierwszym w regionie, który wprowadził ubój gazowy CO₂ – droższy, ale bardziej humanitarny i dający lepszą jakość mięsa. Dostawcami świń są głównie nowoczesne fermy z okolic Piotrkowa Trybunalskiego, a rozliczenia odbywają się wyłącznie "na wagę żywą", co właściciel uważa za najuczciwszy model współpracy z rolnikami.

image
zakład uboju i przetwórstwa mięsa Zet-Pol
FOTO:

Firma rozwija też własną przetwórnię i sieć sklepów, stawiając na tradycyjne, wędzone drewnem wędliny bez konserwantów oraz wygodne dania garmażeryjne. Nagrodzony Rogal Mnicha to tylko jeden z przykładów produktów, które budują markę firmy w regionie. Mimo rosnących kosztów, problemów z płatnościami i presji dużych sieci, Zet‑Pol pokazuje, że mały, rodzinny zakład może utrzymać się na wymagającym rynku wieprzowiny – opierając się na jakości, uczciwości wobec dostawców i konsekwentnie budowanej reputacji.

Chcesz zobaczyć, jak w praktyce wygląda taki model współpracy z rolnikami i sprzedaży wieprzowiny w Polsce i za granicą? Przeczytaj całą historię Zet‑Polu – to konkretna lekcja dla każdego producenta świń.

image
zakład uboju i przetwórstwa mięsa Zet-Pol.
FOTO:

– Dziś wszędzie, gdzie nie spojrzymy mamy żywność wysoko przetworzoną. Jeśli nie będziemy wspierać lokalnych zakładów, prawdziwe rzemiosło może zniknąć – mówi właściciel zakładu Janusz Zadęcki i podkreśla, że rolnicy produkują, zakłady mięsne ubijają i przerabiają, a klienci chcą najwyższej jakości. I to jest kierunek, którego trzeba się trzymać. Małe rodzinne przetwórnie, takie właśnie jak ta w Czaplach Małych, mimo rosnących kosztów i presji ze strony dużych sieci, wciąż udowadniają, że polska tradycja wędliniarska ma się dobrze – i ma przyszłość.

Anna Kurek
Autor Artykułu:Anna Kurek

Anna Kurek – zootechniczka i ekspertka branży wieprzowej, od 2005 zawodowo związana z hodowlą świń oraz rynkiem wieprzowiny w Polsce i Europie. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarek specjalizujących się w tematyce trzody chlewnej. Autorka setek reportaży, analiz, komentarzy i wywiadów publikowanych na łamach top agrar Polska oraz na portalu topagrar.pl.
Od lat jest blisko hodowców – zna realia rodzinnych gospodarstw, nowoczesnych chlewni i profesjonalnych ferm, a także mechanizmy rządzące produkcją, rynkiem i polityką branżową. Na bieżąco śledzi zmiany w prawie, ekonomice produkcji, żywieniu, bioasekuracji i dobrostanie zwierząt, przekładając złożone zagadnienia na praktyczne, zrozumiałe wnioski dla producentów.
Łączy wiedzę naukową z doświadczeniem praktyków, współpracując z czołowymi ekspertami, naukowcami, ośrodkami naukowymi i organizacjami branżowymi. Ceniona za rzetelność, bezpośredniość i umiejętność zadawania trudnych, ale potrzebnych pytań. Aktywnie uczestniczy w planowaniu i realizacji konferencji, forów i debat rolniczych, prowadzi panele dyskusyjne oraz wywiady z kluczowymi postaciami branży. Jej celem jest realne wspieranie hodowców: pokazywanie najlepszych rozwiązań, nowych możliwości i kierunków rozwoju oraz konsekwentne promowanie nowoczesnej, silnej i konkurencyjnej polskiej hodowli zwierząt gospodarskich oraz mięsa.
Kontakt: [email protected]

Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
01. czerwiec 2026 18:50