Kilka miesięcy temu napisał do redakcji zdesperowany, pięćdziesięciosześcioletni rolnik z Mazur, który zadłużył gospodarstwo na prawie 350 tys. zł. Na trudną sytuację złożyło się kilka wymienionych przez niego problemów: inwestycje i zakupy, które nie przyniosły spodziewanych korzyści, rozwód i konieczność spłaty byłej żony. Czytelnik opisał, że co prawda zobowiązania wobec byłej żony w całości spłacił, ale przez to nie płacił za środki ochrony roślin, nawozy i inne zobowiązania. Samo gospodarstwo składa się z ponad 30 ha ziemi, zabudowań, maszyn i samochodu osobowego, a więc całkiem sporego majątku. Nie ma hipotek, kredytów ani leasingów. Na razie nie toczą się przeciw Czytelnikowi sprawy sądowe, choć wierzyciele już przesłali ostateczne wezwania do zapłaty.
– Starałem się porozumieć z wierzycielami, ale sytuacja stała się na tyle poważna, że ostatnio zacząłem rozważać ogłoszenie upadłości. Zanim zdecyduję się na ten krok, chciałbym wiedzieć, czy to rzeczywiście sensowne rozwiązanie. Dzieci są już dorosłe, żadne z nich nie jest zainteresowane pracą w gospodarstwie, bo mieszkają w mieście i mają dobrą pracę. Nie prowadzę i...
