Wielu producentów traktuje maj jako spokojny miesiąc między chłodem a latem. Tymczasem to okres najbardziej zdradliwy: temperatury zmieniają się szybko, noce bywają chłodne, dni ciepłe, a systemy utrzymania często pracują jeszcze na ustawieniach „po zimie”. Wystarczy kilka takich dni, by zwierzęta zaczęły odczuwać obciążenie, zanim problem stanie się widoczny gołym okiem. A ponieważ maj to nie miesiąc przejściowy, tylko testowy zapraszamy do lektury najnowszego wydania "top świnie", w kórym piszemy, jak przygotować chlewnię i zwierzęta na letnie upały.
Mikroklimat, który kosztuje
Maj jest miesiącem, w którym kończy się czas na spokojne poprawki. Gdy przychodzi pierwsza fala ciepła, na reakcję zwykle jest już za późno.
Świnie należą do zwierząt szczególnie wrażliwych na przegrzanie. W praktyce oznacza to, że nie wystarczy wrażenie, że w chlewni jest jeszcze znośnie – liczą się konkretne parametry. Prosięta, warchlaki, tuczniki i lochy mają różne wymagania temperaturowe, a ich przekroczenie szybko odbija się na wynikach produkcyjnych.
U tuczników już przy 22–23°C można obserwować spadek pobrania paszy. U loch przy około 25°C wyraźnie pogarsza się mleczność. Do tego dochodzi wilgotność: gdy przekracza 75%, zdolność oddawania ciepła przez organizm świni spada, a przy 80% nawet umiarkowana temperatura może wywołać stres cieplny.
Wentylacja, woda i czas na działanie
Ogromne znaczenie ma także wentylacja. Zbyt mały przepływ powietrza, zbyt duża wilgotność i brak różnicowania ustawień między grupami technologicznego to prosta droga do strat. Tak samo ważna jest woda – bo przy wysokiej temperaturze to najtańsze chłodzenie, o ile rzeczywiście dociera do zwierząt w odpowiedniej ilości.
Dlatego maj to moment na konkretne działania: sprawdzenie wydajności wentylacji, kontroli poideł, pomiarów temperatury w różnych strefach budynku i korekty żywienia jeszcze zanim nadejdzie prawdziwy upał.
Bo w chlewni wygrywa nie ten, kto najlepiej reaguje na gorąco, ale ten, kto przygotuje się do niego wcześniej.
