Nadprodukcja ziemniaków pogrążyła rynek
Jeszcze nie tak dawno głośno było o problemach rolników ze zbytem ziemniaków, których nie było gdzie sprzedać, albo oferowano za nie dosłownie groszowe stawki. Za winnego tej sytuacji uznano wówczas tani import z Niemiec. Zdaniem Wiesława Dzwonkowskiego z IERiGŻ, przyczyna była inna: rynek ziemniaków w Polsce załamał się, bo na rynek trafiła zbyt duża ilość towaru wyprodukowana – w efekcie dobrych cen w poprzednim sezonie - bez wcześniej zabezpieczonego zbytu. Dane prezentujące bilans polskiego handlu nie potwierdzają tezy o nadmiernym imporcie.
- Ziemniaków było o prostu na rynku za dużo. Tę nadwyżkę spowodowali rolnicy, którzy zwykle nie uprawiają ziemniaków albo w niewielkim zakresie zwiększyli areał tej uprawy. Przez to mieliśmy na rynku około miliona ton ziemniaków więcej niż rok wcześniej. Częściowo to zostało zagospodarowane przez przemysł skrobiowy, który skupił 300 tys. ton nadwyżki. Nie do końca wywiązał się natomiast z umów przemysł spożywczy, część kontraktów nie została niestety zrealizowana – powiedział Dzwonkowski w trakcie piątkowego seminarium „Rynek ziemniaków w Polsce – ewolucja, teraźniejszość i perspektywy”.
Jak dodał, podobna sytuacja miała miejsce także na rynku zachodnioeuropejskim.
- Tam również pojawiły się nadwyżki ziemniaków i praktycznie były one oddawane za darmo - stwierdził Wiesław Dzwonkowski i dodał, że niestety ciągle jeszcze pokutuje to myślenie rolników, które sprowadza się do tego, że podejmują decyzję o zwiększaniu produkcji na podstawie notowań cenowych z poprzedniego sezonu. A tak już dziś rynek nie działa. Więc jeśli nie chcemy doświadczać kolejnego załamania rynku, produkcja powinna być planowana pod konkretnego odbiorcę.
- Jeżeli nie mamy zapewnionego rynku zbytu, to ryzykujemy dokładnie taką sytuację, jaka wystąpiła w sezonie 2025/2026 - ogromną nadwyżkę podaży i bardzo niskie ceny – podkreślił Dzwonkowski.
Bilans handlu przeczy zarzutom
Zdaniem eksperta IERiGŻ, bilans handlowy Polski nie potwierdza tezy o tym, że to tani import z Niemiec przyczynił się do załamania na krajowym rynku ziemniaków.
- Były oczywiście incydentalne przypadki takiego importu, ja tego nie neguję. Natomiast statystyki pokazują co innego: według danych za 11 miesięcy, czyli od lipca 2025 r. do maja 2026 r. mieliśmy nadwyżkę eksportu nad importem. Pierwszy raz od wielu lat mieliśmy dodatnie saldo w obrocie. Polska wyeksportowała około 104 tys. t ziemniaków, a import wyniósł około 85 tys. t, tak większość z Niemiec. Nawet jeśli mieliśmy do czynienia z jakimiś patologiami, to mogły one sięgnąć 20 tys. ton– ale też chcę podkreślić, że w poprzednich latach też wiele transakcji handlowych na polskim rynku nie było rejestrowanych– zauważył Wiesław Dzwonkowski.
Zobacz także: Egipt na czele importu ziemniaków na Ukrainę. Polska była liderem rok wcześniej
Rosnące przetwórstwo na Ukrainie
Przy okazji omawiania kwestii handlowych w obrocie ziemniakami, ekspert IERiGŻ zwrócił też uwagę na aspekt możliwego przyszłego zagrożenia dla zbytu polskich ziemniaków ze strony Ukrainy.
- Ukraina to trzeci producent ziemniaków na świecie. Produkuje, według różnych szacunków, od 15 do ponad 20 mln t ziemniaków rocznie. To ogromny potencjał. Obecnie nie można sprowadzać ziemniaków z Ukrainy, bo przepisy fitosanitarne na to nie pozwalają. Do tego wojna ogranicza rozwój inwestycji, ale potencjalnie jest tam ogromne pole do rozwoju przetwórstwa spożywczego. Tam jest kapitał. Całkiem niedawno czytałem, że powstaje tam już fabryka przetwórstwa ziemniaczanego, która ma produkować skrobię oraz frytki na poziomie docelowo 150 tys. ton, a więc będzie to prawie połowa obecnej produkcji frytek w Polsce. W dłuższej perspektywie może więc to być ogromna konkurencja dla polskiego rynku ziemniaków, bo dziś około 20% eksportu polskich frytek trafia na Ukrainę. Trudno się spodziewać, że zwiną własną produkcję, żebyśmy my tam mogli dalej eksportować – mówił podczas seminarium Wiesław Dzwonkowski.
Agnieszka Kozłowska
