Idealna sytuacja to taka, jaka wykształciła się w ciągu tysięcy lat w naturze – czyli mieszanka gatunków roślin i zwierząt oraz mikroorganizmów zajmująca ten sam teren. Dopiero zmiana stanowiska na rolnicze powoduje, że zamiast wielu gatunków mamy jeden, a maksymalnie 3–4 na jednym polu. Z gospodarczego punktu widzenia jest to wymóg – chcemy zbierać jednorodne płody rolne. Z przyrodniczego – jest to zaburzenie naturalnej równowagi.
Genialny płodozmian
Jednak ludzkość wpadła na genialny w swojej prostocie pomysł – zamiast mieć różnorodność w jednym roku, to rozkłada ją na kilka lat. Tak właśnie powstała idea płodozmianu. Zatem na jednym polu w przeciągu np. 4–6 lat mamy co najmniej 3–4 gatunki, a im jest ich więcej, tym mniejsze są problemy z chorobami, szkodnikami i chwastami.
Niestety na przeszkodzie stoi ekonomika. Nie wszystkie gatunki równie dobrze opłacają się rolnikowi. Stąd dążenie do zawężania płodozmianów. Przykładem jest kukurydza w monokulturze lub zmianowanie z udziałem ponad 70% roślin zbożowych. Takie gospodarowanie powoduje, że mamy coraz większe problemy z chorobami i szkodnikami, a chwasty zaczynają się uodparniać na stosowanie herbicydy. Nic zatem dziwnego, że odchodzenie od wąskiego zmianowania jest promowane w ekoschematach, np. ekstensywne użytkowanie trwałych użytków zielonych (TUZ) z obsadą zwierząt, międzyplony ozime lub wsiewki śródplonowe, a szczególnie zróżnicowana struktura upraw.
Jakie zagrożenia niesie wąskie zmianowanie?
Często jednak ekoschematy przegrywają z ekonomiką i organizacją. Wówczas w wąskim zmianowaniu, a szczególnie w monokulturze pojawiają się problemy. Jakie mogą one być?
Monokultura kukurydzy
Podstawowy problem to stonka kukurydziana. Dotyczy on nie tylko południa, ale już także centralnej Polski. Szkodnik ten zimuje w glebie i gąsienice bezpośrednio zagrażają następczej kukurydzy. Rośnie także zagrożenie głownią pylącą i jeśli są warunki stresowe to głownią guzowatą kukurydzy. Większe jest też zagrożenie omacnicą prosowianką (motyl nie musi latać daleko), a związku z tym fuzariozą kolb.
Udział zbóż ponad 70%
W takim przypadku są dwie grupy chorób, które stanowią olbrzymi problem – choroby podsuszkowe oraz fuzarioza kłosów. Rośnie też zagrożenie mączniakiem, choć choroba ta bardziej związana jest z warunkami w okresie wegetacji i odpornością odmiany. Natomiast plamistości liści (septorioza liści, septorioza plew na liściach, DTR, siatkowa plamistość liści jęczmienia, rynchosporioza) oraz rdze to choroby nie tyle dużego udziału wszystkich zbóż, ale dużego udziału konkretnych gatunków (przy czym pszenica i pszenżyto traktować tutaj należy jako jeden zespół).
W zmianowaniu z dużym udziałem zbóż rośnie też zagrożenie przez niektóre szkodniki, które nie są dotychczas doceniane. Są to pryszczarki zbożowe i paciornica oraz pluskwiaki, jak żółwinek i lednica. Rośnie też ryzyko pojawiania się na polu chorób wirusowych przenoszonych przez mszyce, choć wiesze znaczenie ma tutaj wegetacja jesienna (jeśli jest długa, to chorób wirusowych jest więcej).
Rzepak częściej niż co 5 lat
Najlepsi agrotechnicy już dawno zauważyli, że rzepak, który na tym samym polu pojawia się rzadziej niż co 5 lat, najlepiej jeszcze dłużej, odwdzięcza się znacznie wyższym plonowaniem. To reakcja złożona, ale wpływa na nią m.in. zagrożenie przez choroby i szkodniki.
Burak częściej niż co 5 lat
Duży udział buraka w zmianowaniu to przede wszystkim ryzyko chwościka. Jednak ostatnio znaczenia może nabierać zagrożenie przez pluskwiaka – szrońca zajączka, który za zachodzie Europy przenosi dwie choroby – SBR i gumowatość korzeni. Poza tym coraz więcej mówi się o chorobach wirusowych oraz powrocie „do łask” rdzy buraka.
Ziemniak częściej niż co 6 lat
Ziemniak, jako gatunek rozmnażany w Polsce wegetatywnie, zagrożony jest przez największą liczbę chorób i szkodników. Jego częsta uprawa po sobie, to przede wszystkim ryzyko namnożenia nicieni z grupy mątwików. Poza tym rośnie też w glebie udział nicieni wolno żyjących. Tym sprzyja nie tylko częsta uprawa ziemniaka, ale ponadto obecność na polu warzyw korzeniowych.
Częsta uprawa ziemniaka to także większe ryzyko chorób bakteryjnych – powodujących mokrą zgniliznę oraz kwarantannowych (bakterioza pierścieniowa i śluzak). Roślinie także ryzyko chorób grzybowych: rizkoktoniozy, parcha srebrzystego oraz antraknozy.
Zgnilizna twardzikowa i werticilioza
Choroba ta stanowi dla płodozmianu oddzielną kategorią (wraz z werticiliozą – chorobą o coraz większym znaczeniu). Sprawcy tych chorób porażają setki gatunków dwuliściennych. Dlatego rzadsze stosowanie w zmianowaniu tylko np. rzepaku nie daje spodziewanych rezultatów fitosanitarnych. Zgnilizna twardzikowa będzie namnażać się na polu, jeśli będą na nim obecne m.in. rzepak, słonecznik soja, ziemniak, łubin, groch, warzywa korzeniowe, fasola, cebula.
Chwasty skompensowane i uodpornione
Osobną kwestię stanowią chwasty. Wąskie zmianowanie z udziałem tylko jednego gatunku lub grupy gatunków (szczególnie zbóż) powoduje, że stosuje się w nich ciągle te same substancje herbicydowe oraz zabiegi są wykonywane w tym samym czasie. Z jednej strony wywołuje to kompensację chwastów – znaczenia nabierają tylko gatunki niezwalczane lub kiełkujące poza okresem ochrony herbicydowej, np. na ściernisku. Z drugiej strony chwasty uodparniają się na ciągle stosowane te same grupy herbicydów (mechanizmy ich działania).
Co rolnik może zrobić?
Na zmiany w zagrożeniu przez choroby, szkodniki i chwasty nie ma jednej recepty i trzeba działać wielotorowo:
- Na pewno jednym ze sposobów jest bogaty płodozmian. Ale nie może on być układany bezrefleksyjnie, choćby z uwagi na np. nicienie czy zgniliznę twardzikową.
- Innym sposobem jest zmiana systemu uprawy – nie tylko z orkowego na uproszczony, ale w chwili, gdy pojawia się zagrożenie płynące ze strony gleby, powrót w jednym roku do orki.
- Konieczne jest też analizowanie stosowane strategii ochrony pod kątem stosowanych substancji czynnych (mechanizmów działania).
- W końcu warto czasem wrócić do metod mechanicznego zwalczania chwastów.
Tomasz Czubiński
Fot. Daleszyński
