W czasach, gdy wielu hodowców liczy każdą tonę paszy, każdą godzinę pracy i każdy litr paliwa, coraz większą uwagę zwracają praktyki, które stawiają na prostotę. Bez nadmiernego komplikowania żywienia, wysokich kosztów weterynaryjnych i rozbudowanej infrastruktury. Jednym z takich przykładów jest gospodarstwo Mirosława i Przemysława Kubackich w miejscowości Branno (pow. koniński)
– Utrzymujemy łącznie ok. 80 sztuk bydła mięsnego rasy hereford, w tym 30 mamek, które cały rok są na pastwisku. Staramy się minimalizować koszty produkcji przez praktycznie 100-proc. żywienie paszami objętościowymi – mówią hodowcy i podkreślają, że ekstensywny model produkcji może być równie dobrze opłacalny dzięki niskim kosztom żywienia oraz wysokiej zdrowotności zwierząt.
Hodowla i przyrosty herefordów
Mamki przez cały rok przebywają na pastwisku, cielęta pozostają przy nich do ok. 7. miesiąca życia, a następnie byczki są odstawiane do opasu. Jałówki, w zależności od potrzeb, są albo sprzedawane, albo zostają na remont stada. Taki układ pozwala dobrze wykorzystać pastwiska i ograniczyć koszty związane z budynkami oraz zadawaniem pasz.
Herefordy wpisują się idealnie w ekstensywny model oparty na pastwisku, paszach objętościowych i prostszej obsłudze. Byki są opasane do wieku ok. 25–26 miesięcy praktycznie na kiszonce i zielonce z lucerny. Ostatnio sprzedawane sztuki osiągały średnio ponad 800 kg, a jeden z byków miał ok. 900 kg.
Bez kukurydzy taniej
– Nasze stado żywimy bez kiszonki z kukurydzy już od 2015, kiedy przeszliśmy na rasę hereford. Wcześniej zwierzęta utrzymywane były w oborze i żywione standardowo. Choć wydawać by się mogło, że w dobie zwiększania intensyfikacji opasu rozwiązanie to jest nieopłacalne, u nas sprawdza się to bardzo dobrze – wyjaśnia Mirosław Kubacki.
Hodowca podkreśla, że uprawa kukurydzy na kiszonkę wiąże się z dodatkowymi kosztami. Sama uprawa może pochłonąć w przeliczeniu na hektar ok. 5 tys. zł. Do tego należałoby doliczyć zbiór, magazynowanie oraz zadawanie kilku rodzajów pasz, najlepiej wozem paszowym. W ich systemie produkcji większość tych kosztów udaje się ograniczyć.
– Mamki przez cały rok przebywają na pastwisku. To jeden z fundamentów tego systemu. Krowy w sezonie korzystają z trwałych użytków zielonych, a zimą, gdy trawy zaczyna brakować, są dokarmiane sianem lub sianokiszonką – mówią rolnicy.
Z kolei byki przeznaczone na opas po odsadzeniu w wieku ok. 7 miesięcy trafiają pod dach. W sezonie letnim, od maja do października, otrzymują świeżą zielonkę z lucerny, natomiast zimą sianokiszonkę lub kiszonkę z lucerny.
Świeża zielonka podstawą żywienia latem
– Opasy po odsadzeniu trafiają pod dach, ale również są żywione bardzo prostym systemem, opartym głównie na lucernie. Świeżą zielonkę dowozimy przy użyciu ścinacza zielonek, który kupiliśmy w 2017 roku. Wówczas taka maszyna kosztowała ok. 34 tys. zł brutto i jak się okazało, to był strzał w dziesiątkę – mówią Kubaccy.
Kubaccy zakupili najmniejszy model z oferty firmy Zamet, tj. T635. Pojemność skrzyni ładunkowej w tym modelu wynosi 14,5 m3. Kosiarka rotacyjna napędzana jest przez WOM, zaś sterowanie dyszlem do pozycji transportowej lub roboczej, wysokością koszenia oraz uruchamianie i zatrzymywanie przenośnika podłogowego następuje przez trzysekcyjny rozdzielacz hydrauliczny.
– Ścinacz pracuje intensywnie przez cały sezon, codziennie przez kilka miesięcy. Zielonka dowożona jest dwa razy dziennie – rano i wieczorem. Mimo tak częstego użytkowania, przez blisko 10 lat większych awarii nie było. Ostatnio wymieniono jedynie dolne talerze ślizgowe – wyjaśnia Mirosław i dodaje: – To ważne, bo przy takim systemie żywienia niezawodność sprzętu ma duże znaczenie. Tutaj jednak całość opiera się na prostych rozwiązaniach. Do zbioru i dowozu zielonki wykorzystywany jest ciągnik MF 255 o mocy 48 KM, który w zupełności wystarcza do tej pracy i nie generuje wysokich kosztów paliwa. W takim zestawie w ciągu tygodnia zbioru zielonki zużycie paliwa wynosi ok. 20 l.
Zbiór świeżej zielonki
Pod lucernę przeznaczono ok. 6 ha. To wystarcza zarówno na bieżące żywienie zielonką, jak i na przygotowanie paszy na zimę.
– Lucernik położony jest dość blisko, bo ok. kilometra od gospodarstwa, tak że jeden transport z cięciem i rozładunkiem zajmuje mniej więcej 30 minut. Lucernę dowozimy dwa razy na dobę, bo zależy nam, żeby w korycie była ona jak najświeższa – mówi Mirosław Kubacki.
Hodowca podkreśla, że żywienie świeżą zielonką ogranicza straty do minimum.
– W przypadku tradycyjnego zbioru na kiszonkę czy sianokiszonkę, często lucerna traci to, co najcenniejsze, czyli liście, w których zgromadzone jest najwięcej białka. Szczególnie ograniczamy straty przy zgrabianiu podsuszonej zielonki – mówią Kubaccy.
To właśnie dlatego część areału jest koszona bezpośrednio na paszę świeżą, a dopiero nadwyżki lub starsze pokosy, które zaczynają zakwitać, są przeznaczane na kiszonkę.
– Część lucernika, której nie zdążymy skarmić, a zaczyna już zakwitać, przeznaczamy na kiszonkę na zimę – tłumaczą hodowcy.
Kiszonka z lucerny magazynowana jest w postaci owiniętych bel. Dzięki temu, że gospodarstwo dysponuje własną prasą i owijarką, odpadają koszty usług.
Ten artykuł pochodzi z wydania Bydło mięsne i opasy 02/2026
czytaj więcej
