Tak słabo wyglądających użytków zielonych o tej porze roku wielu rolników nie pamięta od lat. W normalnym sezonie to właśnie pierwszy pokos daje największy plon i stanowi fundament bazy paszowej. W tym roku sytuacja jest jednak inna. Chłodny kwiecień, zimne noce i niski poziom opadów mocno ograniczyły wzrost roślin.
To jednak nie oznacza automatycznie, że materiał paszowy jest bezwartościowy. Wręcz przeciwnie — niska ruń może mieć nadal dobrą wartość pokarmową. Problem polega na tym, że wielu gospodarzy patrzy dziś głównie na wysokość łanu, a nie na jego dojrzałość.
— Ta roślina jest niska dlatego, że mieliśmy bardzo zimny kwiecień, czyli zimne noce i mało opadów — podkreśla Malwina Murawska z firmy Josera.
Kiedy kosić pierwszy pokos? W tym roku nie wolno czekać na masę
Największym błędem może być dziś odkładanie zbioru tylko po to, by „dobić” plon. W przypadku traw i lucerny o terminie koszenia powinny decydować przede wszystkim faza rozwojowa roślin oraz parametry jakościowe, a nie sam wygląd plantacji.
Jeżeli ruń jest już wykłoszona, a lucerna osiąga właściwe stadium rozwoju, dalsze czekanie oznacza pogorszenie jakości paszy. Ubywa cukrów potrzebnych do prawidłowego zakiszania, spada udział białka, a roślina intensywniej włóknieje.
— Czekając sprawiamy, że ten cukier nam znika. Cukier jest potrzebny w procesie zakiszania — zaznacza ekspertka.
To właśnie dlatego pierwszy pokos tego roku trzeba oceniać inaczej niż w latach o prawidłowym przebiegu pogody
Z badań prowadzonych w różnych regionach Polski wynika, że nawet bardzo niskie trawy mogą zawierać zaskakująco dużo białka. To ważny sygnał dla gospodarstw mlecznych, które obawiają się, że słaby wizualnie łan automatycznie oznacza słabą paszę.
— W tak niskich roślinach mamy po 16% białka, czyli te rośliny są wartościowe — mówi Murawska.
W praktyce oznacza to jedno: jeśli rolnik będzie zbyt długo czekał na przyrost masy, może zebrać więcej ton zielonki, ale o wyraźnie gorszej wartości pokarmowej i słabszej przydatności do zakiszania.
Deszcz w maju pomoże na drugi pokos, ale pierwszego już nie uratuje
Opady, które pojawiły się w wielu regionach kraju, poprawiają sytuację na użytkach zielonych, ale przede wszystkim w perspektywie kolejnych odrostów. Dla pierwszego pokosu są już zwykle spóźnione.
Dlatego nie warto odkładać decyzji o koszeniu w nadziei, że kilka dni deszczu radykalnie poprawi ilość zielonki. Jeśli rośliny osiągnęły właściwą fazę, trzeba wykorzystać najbliższe okno pogodowe.
Jednocześnie trzeba pamiętać, że zbiór nie powinien odbywać się zbyt wcześnie rano.
— Nigdy nie kosimy w rosie ani nie kosimy przed godziną dziewiątą — przypomina ekspertka.
W sezonie, w którym roślin jest mniej, szczególnie ważna staje się wysokość koszenia. Zbyt niskie cięcie może zwiększyć zanieczyszczenie materiału ziemią, pogorszyć higienę kiszonki i osłabić odrastanie kolejnego pokosu.
Dlatego zalecane jest koszenie powyżej 6 cm, a na słabszych łąkach lub w starszej lucernie nawet na wysokości 7–8 cm. To bezpieczniejsze rozwiązanie zarówno dla jakości paszy, jak i dla dalszej regeneracji plantacji.
W przypadku pierwszego pokosu ma to szczególne znaczenie, bo przy niskiej runi łatwo „zaciągnąć” do materiału ziemię i resztki darni.
Zakiszacz do traw i lucerny. Kiedy naprawdę warto go zastosować?
W tak trudnym sezonie zakiszacz może odegrać większą rolę niż zwykle. Dotyczy to zarówno materiału zbyt wilgotnego, jak i zbyt szybko przesuszonego.
Przy ryzyku zabrudzenia ziemią wzrasta zagrożenie niepożądaną fermentacją, w tym obecnością bakterii kwasu masłowego. Z kolei przy bardzo suchej masie trudniej o prawidłowy przebieg fermentacji i dobrą stabilność tlenową kiszonki.
— Zastosowanie zakiszaczy biologicznych przede wszystkim zawsze ma uzasadnienie — ocenia Murawska.
Szczególnie przydatne mogą być zakiszacze wieloszczepowe, także z dodatkiem Lactobacillus buchneri, który poprawia stabilność kiszonki po otwarciu.
Wielu rolników skupia się głównie na terminie koszenia i podsuszaniu, ale ostateczny efekt bardzo często rozstrzyga się dopiero na pryzmie. To tu najłatwiej stracić jakość, o którą walczyło się wcześniej w polu.
Najważniejsze zasady są niezmienne: cienkie warstwy, dokładne rozprowadzenie materiału, intensywne ugniatanie i bardzo szczelne okrycie. Chodzi o jak najszybsze usunięcie powietrza i stworzenie warunków do prawidłowej fermentacji. Najważniejsze są dobre ubicie pryzmy i dobre przykrycie, żeby wewnątrz nie było powietrza. To szczególnie ważne w latach, gdy plon jest niższy i każda strata paszy bardziej boli ekonomicznie.
Mniej schematów, więcej obserwacji
Tegoroczny sezon pokazuje bardzo wyraźnie, że rutyna może być kosztowna. W latach o nietypowym przebiegu pogody nie można podejmować decyzji wyłącznie na podstawie kalendarza czy przyzwyczajeń z poprzednich sezonów.
Trzeba patrzeć na fazę rozwojową roślin, zawartość suchej masy, przebieg pogody i możliwości techniczne gospodarstwa. Tylko wtedy da się ograniczyć straty i przygotować kiszonkę, która będzie dobrze pracowała w żywieniu bydła przez kolejne miesiące.
— Nie ma co postępować utartymi schematami, tylko patrzeć na rośliny, patrzeć na ich fazę rozwojową i na to, co przyniesie pogoda — podsumowuje ekspertka.
