Normy UE kosztują miliardy
Znowelizowana umowa handlowa DCFTA zobowiązuje Ukrainę do dostosowania prawa rolnego do standardów Unii Europejskiej do końca 2028 r. To wpłynie na koszty produkcji, stosowane technologie, środki ochrony roślin i konkurencyjność ukraińskiego rolnictwa na rynkach eksportowych. Według Andrija Dykuna, przewodniczącego Ukraińskiej Rady Rolnej, samo dostosowanie do unijnych przepisów dotyczących pestycydów może kosztować sektor około 2,5 mld euro
Jednocześnie DCFTA ogranicza dostęp ukraińskich produktów rolnych do rynku UE poprzez limity kontyngentowe do czasu pełnej akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej. Rolnicy ukraińscy nie widzą więc ekonomicznego sensu wdrożenia unijnych norm bez możliwości swobodnej sprzedaży na zamożnym unijnym rynku, oraz bez… dopłat z WPR.
Andrij Dykun w rozmowie z Euractiv wyjaśnia, że obecnie dla większości średnich gospodarstw na Ukrainie głównymi rynkami zbytu są Azja i Afryka, gdzie konkurują z tanimi rosyjskimi produktami. Dostosowanie do norm UE nie poprawi warunków tej konkurencji:
– „Co zrobimy z tymi wszystkimi produktami premium?” – pyta Adrij Dykun. – „Czy pojedziemy do Afryki i będziemy konkurować z Rosjanami? Czy też przyjedziemy do UE i stworzymy ogromne problemy waszym rolnikom?”
Średnie, czyli ogromne
W ukraińskiej debacie słowo „średnie” oznacza zupełnie inną skalę niż w Unii Europejskiej. Ukraińska Rada Rolna, której przewodniczy Andrij Dykun, reprezentuje przede wszystkim gospodarstwa o powierzchni od 1000 do 2000 ha. Dla porównania średnie gospodarstwo w UE ma 17,8 ha, a tylko 7,5% unijnych gospodarstw przekracza 50 ha.
Najmniejsze z ukraińskich „średnich” gospodarstw jest więc ponad pięćdziesiąt razy większe od średniego gospodarstwa w UE. Największe – ponad sto razy większe. To nie jest różnica statystyczna, tylko różnica modelu produkcji, organizacji pracy, kosztów jednostkowych i siły rynkowej.
Według UAC takie gospodarstwa stanowią trzon ukraińskiego sektora rolnego, zajmują około 60% gruntów rolnych i specjalizują się głównie w produkcji zbóż, nabiału oraz trzody chlewnej. To są sektory bezpośrednio wrażliwe dla rynku unijnego, a szczególnie dla państw takich jak Polska. Dlatego wypowiedź Dykuna o „ogromnych problemach waszych rolników” ma sens ekonomiczny dla obu stron.
Dopłaty dopiero po 2034 roku
Ukraina nie spodziewa się szybkiego wejścia w pełny system Wspólnej Polityki Rolnej. Mówił o tym już w kwietniu 2026 r. Taras Kaczka, wicepremier Ukrainy ds. integracji europejskiej, podczas wydarzenia w Brukseli zorganizowanego przez Ukraiński Klub Agrobiznesu.
– „Dostęp Ukrainy do wartego wiele miliardów programu dopłat rolniczych UE może nastąpić dopiero za kilka lat – nawet jeśli kraj ten przystąpi do Unii wcześniej. Oznacza to, że w końcu staniemy się pełnoprawnym członkiem Wspólnej Polityki Rolnej w następnym cyklu – nie w najbliższym, ale w 2034 roku” – powiedział Taras Kaczka.
Skoro tak, UAC proponuje inne rozwiązanie: co najmniej dziesięcioletni okres przejściowy w dostosowywaniu ukraińskiego rolnictwa do unijnych norm produkcji. Pełne koszty regulacyjne miałyby więc zostać odsunięte w czasie tak samo, jak odsunięty ma być pełny dostęp do dopłat.
Dykun nie przedstawia tego jako wielkiej straty po stronie Ukrainy:
– „Nie wierzymy w żadne dotacje dla ukraińskich rolników. Już teraz widzimy, że z roku na rok dotacje dla rolników z UE maleją” – powiedział przewodniczący UAC.
A może Ukraina przeczeka unijne normy?
Ukraińskie negocjacje pokazują jasno, że koszty regulacyjne narzucone rolnictwu przez Unię Europejską są postrzegane jako nieproporcjonalnie wysokie do spodziewanych zysków. Ukraina chce być członkiem UE i już teraz korzysta z dostępu do unijnego rynku, ale nie chce szybko wejść w normy, które podniosą koszty produkcji, zanim rolnicy otrzymają pełny dostęp do rynku i realne rekompensaty.
Dykun przypomina też, że dla ukraińskich gospodarstw najważniejszym problemem nie są dziś unijne pomysły na zdrową żywność, lecz wojna. Rolnicy rozpoczynają żniwa w kraju, na który każdej nocy spadają rosyjskie drony.
– „Trwa wojna, a wojna jest większym problemem. Rozpoczynamy żniwa, a każdej nocy tysiące dronów atakują Ukrainę. To właśnie nas dzisiaj niepokoi” – powiedział Andrij Dykun.
Druga część ukraińskiego rachunku dotyczy pieniędzy. Jeżeli Unia Europejska przebudowuje WPR, ogranicza płatności dla największych gospodarstw przez capping i degresywność, a wsparcie ma być coraz bardziej ukierunkowane, to ukraińskie gospodarstwa nie mają powodu, by spieszyć się z przyjmowaniem pełnych kosztów unijnych norm. Zwłaszcza wtedy, gdy ich tradycyjne rynki w Afryce i Azji oczekują ceny, a nie europejskiego certyfikatu.
Dlatego dziesięcioletni okres przejściowy jest czymś więcej niż technicznym żądaniem w negocjacjach. To próba zachowania konkurencyjności tam, gdzie Ukraina już sprzedaje swoją produkcję, i odsunięcia tych regulacji, które w UE stały się jednym z głównych źródeł kosztów w gospodarstwach.
Można też postawić pytanie ostrzej: a jeśli Ukraina wcale nie będzie musiała przyjąć tych norm w obecnym kształcie? Dziesięć lat to długi okres. W samej Unii narasta świadomość, że regulacje środowiskowe i produkcyjne stały się ciężarem dla rolnictwa. Jeśli Bruksela będzie musiała je upraszczać pod naciskiem własnych rolników, Ukraina może przeczekać najdroższą fazę europejskiej polityki rolnej, zanim jeszcze zostanie zmuszona do pełnego dostosowania.
Albert Katana
na podstawie Euractiv:
"Ukraińscy rolnicy domagają się dłuższego okresu przejściowego dla przepisów UE"
"Ukraina proponuje odłożenie dopłat rolniczych UE do czasu po 2034 roku"
