Pierwsze nietypowe zachorowania zaczęły pojawiać się w połowie czerwca w stadach bydła mlecznego we wschodniej Francji, południowych Niemczech i Szwajcarii. Hodowcy obserwowali podobny przebieg: w krótkim czasie chorowało wiele krów, zwierzęta gorączkowały i miały biegunkę, a ilość mleka mocno spadała.
Początkowo lekarze brali pod uwagę stres cieplny, błędy żywieniowe i znane choroby zakaźne. Wyniki badań w kierunku m.in. wirusa Schmallenberg były jednak ujemne. Dopiero dokładne badania materiału genetycznego wskazały na nowego dla Europy orthobunyawirusa.
Zobacz też: Przeciwciała u cielęcia pokażą ryzyko paratuberkulozy? Naukowcy sprawdzili nową metodę
Europejski wariant wirusa Shamonda – co dokładnie wykryto?
Naukowcy początkowo używali określenia „Shamonda-like virus”, czyli wirus podobny do Shamonda. Niemiecki Instytut Friedricha Loefflera nazywa go obecnie europejskim wariantem wirusa Shamonda – Shamonda virus/DE/2026. Nie jest to wariant wirusa Schmallenberg, choć oba patogeny należą do tej samej serogrupy Simbu i są ze sobą blisko spokrewnione.
Wirus Shamonda nie jest zupełnie nowym patogenem. Po raz pierwszy wyizolowano go od bydła w Nigerii w 1965 roku. Później wykrywano go sporadycznie w Afryce i Japonii. Wariant, który pojawił się latem 2026 roku, różni się jednak genetycznie od wcześniej znanych szczepów.
Francuscy naukowcy roboczo nazwali go European Shamonda Virus – ESV. W opublikowanym 20 sierpnia badaniu w czasopiśmie „Eurosurveillance” wykazali, że próbki z Francji i Niemiec zawierały niemal identycznego wirusa. Badacze zaliczyli go do nowej europejskiej linii wirusa Shamonda.
Jak mocno spada mleczność w zakażonych stadach?
Francuska publikacja daje pierwszy dokładniejszy obraz tego, co działo się w gospodarstwach. Naukowcy przeanalizowali początkowo dziewięć stad mlecznych liczących od 25 do 275 krów. W tych gospodarstwach:
- produkcja mleka w zbiorniku spadła o 15–75%;
- biegunkę miało od 8 do 100% krów – zależnie od stada;
- biegunka u pojedynczego zwierzęcia trwała przeważnie od jednego do sześciu dni;
- pojawiały się również osowiałość, brak apetytu i krótkotrwała gorączka.
Te wyniki nie pokazują średniego przebiegu zakażenia we wszystkich europejskich stadach. Badacze analizowali niewielką i celowo wybraną grupę gospodarstw, w których wystąpiły wyraźne problemy. Dane pokazują jednak, że określenie choroby jako „łagodnej” nie zawsze oddaje jej znaczenie dla hodowcy. Nawet jeśli dorosłe krowy szybko zdrowieją, jednoczesne zachorowanie dużej części stada może mocno uderzyć w produkcję mleka.
Podobne objawy opisuje szwajcarski Instytut Wirusologii i Immunologii. W zakażonych gospodarstwach najczęściej pojawiały się gorączka powyżej 40°C, spadek mleczności, brak apetytu i biegunka. Problemy na poziomie całego stada utrzymywały się zwykle przez 14–21 dni, choć ostra faza choroby u pojedynczych krów trwała krócej.
Wirus Shamonda dotarł już do siedmiu krajów
Do 25 sierpnia zakażenia bydła potwierdzono we Francji, Niemczech, Szwajcarii, Liechtensteinie, Holandii, Belgii i Austrii.
W Szwajcarii pierwszy dodatni wynik uzyskano 31 lipca. Do 20 sierpnia zakażone bydło stwierdzono już w 22 z 26 kantonów. W Niemczech wirus pojawił się najpierw w Badenii-Wirtembergii, a później w kolejnych landach.
W połowie sierpnia holenderski Royal GD potwierdził wirusa w pierwszych czterech gospodarstwach. Następne dodatnie wyniki pochodziły ze stad we wschodniej części kraju, Fryzji i Limburgii.
W Belgii badania prowadzone przez Uniwersytet w Namur wykazały krążenie wirusa wśród bydła w prowincjach Namur i Hainaut. Jak podała belgijska organizacja zdrowia zwierząt ARSIA, wirusa znaleziono również u bezobjawowych owiec. Z kolei austriacka Agencja ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności potwierdziła pierwsze zakażenia w stadach bydła w Vorarlbergu i Górnej Austrii.
Dokładnej liczby zakażonych gospodarstw w Europie nie znamy. Wirus Shamonda nie podlega obowiązkowemu zgłaszaniu, dlatego poszczególne kraje nie prowadzą jednolitego rejestru ognisk.
Czy wirus Shamonda może powodować poronienia?
To obecnie najważniejsze pytanie dla hodowców. Wirusy z serogrupy Simbu mogą przechodzić przez łożysko i zakażać płód. Tak dzieje się m.in. w przypadku wirusa Schmallenberg. Skutek zależy od momentu zakażenia ciężarnej samicy i może obejmować poronienie, martwe urodzenie albo wady rozwojowe młodych.
Pierwsze wyniki dotyczące europejskiego wariantu Shamonda wymagają ostrożnej interpretacji. Francuscy naukowcy zbadali materiał z poronionych płodów pochodzących z 18 stad. W gospodarstwach tych dwa–cztery tygodnie przed poronieniami obserwowano u krów gorączkę i osowiałość. Badacze znaleźli materiał genetyczny wirusa w łożyskach lub narządach płodów, m.in. w śledzionie i mózgu.
Podobne wyniki uzyskał szwajcarski IVI, który wykrył wirusa w kilku poronionych płodach bydła z różnych gospodarstw.
Badania potwierdzają więc, że europejski wariant Shamonda może przedostać się do płodu. Nie dowodzą jednak jeszcze, że wirus był jedyną przyczyną wszystkich poronień. Francuscy autorzy zaznaczyli, że nie przeprowadzili na tym etapie pełnego badania epidemiologicznego, które pozwoliłoby określić siłę takiego związku. Szwajcarskie laboratorium również bada inne możliwe przyczyny poronień.
Nie wiadomo też, jak często zakażenie prowadzi do utraty ciąży ani czy europejski wariant spowoduje wady cieląt podobne do tych obserwowanych przy wirusie Schmallenberg. Odpowiedź może pojawić się dopiero podczas kolejnych wycieleń.
Jak przenosi się wirus Shamonda?
Wirus rozprzestrzeniają głównie kuczmany z rodzaju Culicoides – drobne owady, które przenoszą również wirusy choroby niebieskiego języka, Schmallenberg i krwotocznej choroby zwierzyny.
Nie ma obecnie dowodów na istotne bezpośrednie przenoszenie wirusa z jednej krowy na drugą. Wyjątkiem pozostaje możliwe zakażenie płodu przez matkę podczas ciąży.
FLI ostrzega, że aktywność kuczmanów w Niemczech osiąga zwykle najwyższy poziom od lipca do października, a w zależności od pogody może trwać nawet do końca listopada. Dlatego niemieccy naukowcy spodziewają się dalszego i możliwie szybkiego rozszerzania zasięgu wirusa.
Czy wirus Shamonda występuje już w Polsce?
Do 25 sierpnia nie pojawiło się publiczne potwierdzenie zakażenia bydła europejskim wariantem Shamonda w Polsce. Nie oznacza to jednak, że każdy przypadek można łatwo wychwycić. Objawy są ogólne i mogą przypominać stres cieplny, problemy żywieniowe albo inne choroby zakaźne.
Dodatkowym utrudnieniem jest krótki okres obecności wirusa we krwi dorosłej krowy. Szwajcarski IVI zaleca pobieranie próbek na początku choroby – podczas gorączki lub pierwszego spadku mleczności, a nie dopiero po pojawieniu się biegunki.
Jeżeli w stadzie w krótkim czasie wiele krów zaczyna gorączkować, ma biegunkę i daje wyraźnie mniej mleka, hodowca powinien skontaktować się z lekarzem weterynarii. Sam zestaw objawów nie wystarczy do rozpoznania Shamonda, a lekarz musi wykluczyć inne, także groźniejsze choroby.
Szczególnej uwagi wymagają obecnie poronienia, przedwczesne porody, martwe urodzenia oraz cielęta z wadami rozwojowymi. FLI zaleca dokładne badanie takich przypadków w stadach, które wcześniej przechodziły gorączkową chorobę z biegunką i spadkiem mleczności.
Nie ma szczepionki ani nakazu likwidacji stada
Jak informuje francuskie Ministerstwo Rolnictwa, Shamonda nie znajduje się na unijnej liście chorób objętych obowiązkowym zwalczaniem. Zakażenie nie oznacza więc nakazu likwidacji stada. Nie ma także dostępnej szczepionki ani leku, który usuwałby wirusa z organizmu. Lekarz może jedynie dobrać leczenie objawowe i wspomagające.
Dostępne dane nie wskazują, aby europejski wariant Shamonda powodował chorobę u ludzi. Nie ma również zagrożenia związanego ze spożywaniem mleka lub mięsa. Ze względu na krótki okres badań naukowcy nadal obserwują jednak rozwój sytuacji.
Dla polskich hodowców nie jest to na razie powód do paniki. Szybkie rozszerzanie zasięgu wirusa, duże spadki mleczności w części stad oraz pierwsze wyniki badań poronionych płodów uzasadniają jednak uważną obserwację bydła i szybką diagnostykę nietypowych zachorowań.
Oprac. Maria Khamiuk
