StoryEditor

6 mln zł za oborę na 160 krów. Na Podlasiu postawili na roboty i mniej pracy

Sześć milionów zł netto kosztowała nowa obora na Podlasiu, przygotowana pod 160 szt. bydła i dwa roboty udojowe z możliwością rozbudowy. Dla Karola Faszczewskiego najważniejsza nie była jednak sama skala inwestycji, ale to, by ograniczyć pracochłonność i uniezależnić gospodarstwo od coraz większego braku rąk do pracy.

25.06.2026., 17:18h

Karol Faszczewski, prowadzi gospodarstwo z żoną Justyną w miejscowości Wnory-Wiechy, woj. podlaskim, w powiecie wysokomazowieckim w gminie Kulesze Kościelne. Jednocześnie jest prezesem stowarzyszenia Ruch Gospodarstw Rodzinnych i członkiem Podlaskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mlecznego.

Miałam okazję z nim porozmawiać na temat gospodarstwa i produkcji przy okazji dzisiejszego otwarcia obory wolnostanowiskowej wyposażonej w roboty udojowe.

Karol Faszczewski obecnie produkuje mleko od 80 krów, a łącznie z młodzieżą w gospodarstwie jest utrzymywanych 180 szt. bydła. Dotychczas użytkował budynek wolnostanowiskowy na ściółce, który powstał w 2006 r.

Teraz dzięki nowej oborze będzie mógł podwoić liczbę krów mlecznych, ale również młodzieży.

- Gospodarujemy obecnie na ponad 80 hektarach. Z tego 38 ha to własność, reszta dzierżawy.   Wszystko, co produkujemy w gospodarstwie, przeznaczamy na paszę. Nie sieję zbóż. Struktura upraw to kukurydza na kiszonkę, trawa i lucerna. Zbóż nie ma już od dawna. Słoma w stu procentach była kupowana. Wcześniej żywienie opierałem tylko na surowcach, czyli na soi, rzepaku i dodatkach. Teraz, skoro mam roboty udojowe, to muszę czymś karmić w stacji, więc coś będzie trzeba kupować – mówi Karol Faszczewski.

image
FOTO: Kolasińska

Wymiary i wyposażenie nowego budynku

W oborze znajduje się 148 legowisk na wodnych materacach oraz duża porodówka.

- Budynek jest przystosowany na trzy roboty, ale na razie zamontowano dwa z nich. Jest też duże zaplecze dla krów zasuszonych. Całość jest przygotowana pod obsadę 200 zwierząt. W przyszłości dobudujemy dwa przęsła i niskim kosztem powiększymy budynek – mówi rolnik.

Posadzka w budynku jest pełna, betonowa i ponacinana, a więc antypoślizgowa.  

- Wstępny projekt był na rusztach. Później kolega mi podpowiedział, że jeśli chcę wybudować biogazownię, to wydajność biogazu jest dużo większa, jeśli jest pełna posadzka i świeże odchody, niż w przypadku podłogi rusztowej i gnojowicy z kanału. Dlatego zdecydowaliśmy się na pełną posadzkę. Ruszta też są, ale tylko w poczekalni przy robotach – mówi Karol Faszczewski.

W centralnej części obory ulokowano dwa roboty udojowe Lely Astronaut, po środku została wolna przestrzeń na trzeciego. Wszystko jak zaznacza hodowca jest gotowe, wystarczy tylko wstawić urządzenie.

W oborze wygospodarowano przestrzeń dla krów zasuszonych oraz porodówkę, a tuż obok znajdują się indywidualne kojce na kółkach dla cieląt w wieku do pierwszego tygodnia życia. Wygodne rozwiązanie zarówno dla małych cieląt, które znajdują się blisko porodówki i rolnika. W kolejnych etapach cielęta będą przeganiane do budek igloo na zewnątrz, a później trafią do starej obory, która będzie stanowiła już niebawem jałownik.

Obora ma wymiary 60x38 m, dodatkowo z przodu znajduje się pomieszczenie socjalne z biurem na piętrze, skąd można doglądać krowy i cały budynek. To pomieszczenie ma wymiary 10x12 m, a na parterze znajduje się pomieszczenie na zbiornik na mleko dostosowany do produkcji na dwóch robotach o pojemności 12 tys. l mleka.

Wysokość budynku wynosi 12 m, a świetlik w kalenicy ma szerokość 2 m. Przy stołach paszowych, które znajdują się wzdłuż długich ścian budynku umieszczono drabiny zatrzaskowe. Obok budynku znajduje się zbiornik na gnojowicę, gdzie umieszczone są dwa mieszadła i pompa.

Wyposażenie obory od jednej firmy

- Wyposażenie powierzyłem jednej firmie, można powiedzieć, od A do Z. Zajęła się tym firma Smart Agro. Uważam, że im mniej ludzi, tym mniej problemów pomiędzy wykonawcami. Ta firma montowała wentylatory, oświetlenie, wygrodzenia, legowiska, materace, stację pogodową i kurtyny. Oprócz robotów, bo te są oczywiście z Lely plus automatyczny zgarniak obornika również jest firmy Lely. Z kolei za budowę obory odpowiadał Daniel Jemiołkowski – wymienia rolnik. Niedawno kupił również wóz paszowy firmy Euromilk o pojemności 20 m3.

image
FOTO: Kolasińska

- Myślę też nad paszowozem samojezdnym. Dlatego w szczycie obory jest korytarz komunikacyjny o szerokości 3 metrów. Na końcu też jest korytarz komunikacyjny, tylko węższy. To jest przygotowane właśnie pod robota paszowego, ale dopiero po modernizacji obory. Jeśli zwiększymy obsadę pod trzeciego robota udojowego, to najprawdopodobniej będzie też robot paszowy i już wtedy pełna automatyzacja – mówi hodowca.

Materiał hodowlany z własnego stada

Karol Faszczewski stawia na własny materiał hodowlany, nie planuje kupować jałówek hodowlanych ani krów.

- Mam aktualnie 84 krowy, ponad 35 jałówek cielnych, w tym 9 wysokocielnych. Myślę, że do końca roku będziemy doić ponad 100 sztuk. Nie chcę kupować zwierząt, chyba że dużo sztuk by mi wypadło, ale raczej nie chciałbym tego robić ze względów zdrowotnych. Kiedy pracujemy na swoich zwierzętach, nie ma chorób i nowych problemów, dlatego tego nie planuję – mówi Karol i dodaje, że wydajność w starej oborze i tak była wysoka, sięgała 12 tys. l średnio od krowy. Mleko odbiera od rolnika OSM w Piątnicy.

image
FOTO: Kolasińska

- Myślę, że w nowym budynku produkcja wzrośnie, choć może nie jakoś bardzo mocno. Dobrostan na pewno się poprawi, a za nim idzie wydajność. Ogólnie nie mam parcia na samą produkcję i ilość mleka. Bardziej chodzi mi o parametry. Nie mam problemu z somatyką ani z bakteriami. Od wielu lat nastawiam się na mleko A2A2. Większość stada ma już właśnie ten genotyp. W ostatnich latach dobór genetyczny był też prowadzony pod roboty, żeby było odpowiednie wymię – mówi rolnik.

Reszta sztuk, czyli cielęta i jałówki zostaną w starych budynkach po krowach produkcyjnych. To nadal całkiem spora powierzchnia, warta zagospodarowania.

- Dla jałówek i cieląt stary budynek będzie odpowiedni. Wcześniej miałem halę udojową 2x4 w układzie rybia ość, teraz zaczniemy produkcję na robotach – mówi Karol.

Automatyzacja kluczem do ograniczenia pracy

Rolnik mówi, że dotychczas pracował w oborze wolnostanowiskowej na głębokiej ściółce, a jałówki były w zmodernizowanych starych budynkach. Wszystko było utrzymywane luzem. Całość była prowadzona w stu procentach na głębokiej ściółce.

- Dla mnie to nowość, że w końcu nie będzie tego słania i odejdzie trochę pracy, bo tego jest naprawdę dużo. Bardzo ciężko znaleźć pracownika, a jak już go znajdziesz to trzeba dużo zaoferować żeby chciał pracować. Dlatego ta inwestycja jest dobra, tylko trochę za późno. Dużo życia to kosztowało. Ta inwestycja wynikała głównie z potrzeby ulżenia sobie w pracy, bo naprawdę bardzo ciężko wszystko samemu ogarnąć. Mamy z żoną czworo małych dzieci,  żona nie może za bardzo pomagać. Z pracownikami jest ciężko. Chodziło przede wszystkim o czynnik ludzki, czyli brak rąk do pracy. Dzisiaj jest taki czas, że daje się ogłoszenie i szuka kogoś do doju, a nikt po prostu nie chce tego robić – wyjaśnia Faszczewski.

Ile trwała budowa obory i co wchodziło w kwotę 6 mln zł?

Jak podkreśla Karol Faszczewski wydanie pozwoleń na budowę zajęło około półtora roku, a sama budowa trwała mniej więcej dziesięć miesięcy. Pierwsze prace ziemne były w sierpniu, prace budowlane ruszyły we wrześniu ubiegłego roku, a w czerwcu obora została zakończona.

- Gdyby nie mocna zima, wszystko byłoby gotowe wcześniej – dodaje Faszczewski.

Zwykle przy takich nowych obiektach wszystkich najbardziej ciekawi – co wchodzi w kwotę 6 mln zł.

Faszczewski nie ukrywa, że inwestycja nie była tania, ale nie o to w tym chodziło, żeby było tanio, ale praktycznie. Sześć milionów zł netto, tyle kosztowało wybudowanie obory na 160 krów na Podlasiu razem z wyposażeniem, drogami dojazdowymi i infrastrukturą dookoła budynku.

- Wybrałem wyposażenie topowych marek, bo realizowałem to bez generalnego wykonawcy. Nie było jednej firmy odpowiedzialnej za wszystko, czyli i za wyposażenie, i za całość inwestycji. Dzięki temu zaoszczędziłem około 30%. Gdybym robił to z generalnym wykonawcą, kosztowałoby to jakieś półtora miliona więcej – mówi Karol.

Wszystkie decyzje budowlane i dot. wyposażenia obiektu miały jeden główny cel – zmniejszyć pracochłonność i czasochłonność. Brak rąk do pracy na Podlasiu staje się coraz bardziej odczuwalny, więc rolnik wszystkie decyzje podporządkował tak, aby większość zadań mógł wykonywać samodzielnie.

Przeprowadzkę krów planuje w najbliższą sobotę albo w poniedziałek.

Życzymy powodzenia w nowej oborze i w zasadzie… na nowej drodze życia! Może nieco lżejszego niż dotychczas.

Dorota Kolasińska
Autor Artykułu:Dorota Kolasińska
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
25. czerwiec 2026 18:03