O znaczeniu ukraińskich pracowników dla polskiej gospodarki mówił w Krakowie premier Donald Tusk, wskazując gospodarstwa rolne jako jedno z miejsc, w których najlepiej widać wartość ich pracy.
Tutaj nie można czekać na pracownika
W rolnictwie są prace, których nie da się przesunąć na później. Owoce trzeba zebrać w odpowiednim momencie, warzywa wykopać lub zebrać w określonym terminie, a kolejne zabiegi wykonać zgodnie z technologią produkcji.
Dlatego brak pracowników w gospodarstwie nie jest wyłącznie problemem kadrowym. Przy niektórych uprawach może oznaczać niewykorzystanie części plonu, a tym samym utratę przychodu.
Najbardziej widoczne jest to w gospodarstwach sadowniczych i warzywniczych. W okresie zbiorów zapotrzebowanie na pracowników gwałtownie rośnie, a pracy do wykonania jest więcej, niż gospodarstwo może obsłużyć własnymi siłami.
To właśnie wtedy znaczenie pracowników z Ukrainy staje się dla części gospodarstw szczególnie widoczne.
Tusk wskazuje na gospodarstwa rolne
O znaczeniu obywateli Ukrainy dla polskiej gospodarki premier mówił 20 sierpnia w Krakowie. Został zapytany m.in. o ich udział w tworzeniu polskiego PKB.
Premier nie chciał podawać konkretnej wartości, ponieważ – jak zaznaczył – nie był przygotowany do przedstawienia danych statystycznych. Wskazał jednak, gdzie jego zdaniem najlepiej szukać odpowiedzi na pytanie o rzeczywiste znaczenie pracy Ukraińców.
– Wiecie, odpowiedź na to, na ile Ukraińcy pracujący w Polsce są ważni dla polskiej gospodarki, najlepiej znaleźć w konkretnych firmach. W małych firmach, w gospodarstwach rolnych, w dużych przedsiębiorstwach – powiedział Tusk.
W przypadku rolnictwa ta uwaga ma wyjątkowo konkretny wymiar. Pracownik nie jest tutaj wyłącznie pozycją w statystyce zatrudnienia. Jego praca może decydować o tym, czy gospodarstwo zbierze wyprodukowany plon i odzyska pieniądze zainwestowane wcześniej w produkcję.
Pracownik pozwala wykorzystać ziemię, maszyny i kapitał
Zanim na rynek trafi kilogram jabłek, wiśni czy warzyw, gospodarstwo musi ponieść koszty materiału do produkcji, nawożenia, ochrony roślin, paliwa, energii, pracy maszyn i wielu innych elementów.
Jeżeli w odpowiednim momencie zabraknie ludzi do wykonania prac, część wcześniej zainwestowanego kapitału może nie przynieść oczekiwanego efektu.
Pracownik nie tylko więc kosztuje gospodarstwo. Pozwala mu wykorzystać ziemię, maszyny i kapitał zaangażowany w produkcję.
To szczególnie ważne tam, gdzie mechanizacja nie jest w stanie zastąpić wszystkich prac. Zbiór części owoców czy warzyw nadal wymaga dużej liczby osób pracujących w krótkim czasie.
Ukraińcy pomagają łatać lukę kadrową w rolnictwie
Skala ich obecności jest widoczna w oficjalnych danych. W 2025 r. powiatowe urzędy pracy wydały obywatelom Ukrainy 14 708 zezwoleń na pracę sezonową. Była to zdecydowanie największa grupa wśród cudzoziemców korzystających z tej formy zatrudnienia. Łącznie wydano w Polsce 19 754 takie zezwolenia.
Ta liczba nie pokazuje jednak całej skali zatrudnienia Ukraińców w rolnictwie. Część pracodawców korzysta z uproszczonej ścieżki zatrudnienia obywateli Ukrainy, opartej na powiadomieniu o powierzeniu pracy. Dlatego liczby dotyczące zezwoleń sezonowych nie mogą być traktowane jako liczba wszystkich Ukraińców pracujących w polskich gospodarstwach.
Dla rolnika najważniejsze pozostaje jednak nie to, w której statystyce znajdzie się pracownik, lecz czy będzie dostępny wtedy, gdy jest najbardziej potrzebny.
"Stracilibyśmy bardzo, bardzo dużą rzeszę pracy"
Premier odniósł się również do pojawiających się postulatów ograniczenia obecności obywateli Ukrainy w Polsce. Przyznał, że napływ uchodźców wiązał się z dużymi kosztami dla państwa i polskich rodzin, a obecność ponad miliona Ukraińców może wywoływać społeczne emocje i napięcia.
Jednocześnie wskazał na gospodarcze konsekwencje gwałtownego ograniczenia ich obecności.
– Polska gospodarka, ale chodzi też o konkretne polskie firmy, małe, duże, prywatne, samorządowe, na pewno stracilibyśmy bardzo, bardzo dużą rzeszę pracy – powiedział.
W rolnictwie tę "rzeszę pracy" można zobaczyć wyjątkowo konkretnie. To ludzie potrzebni przy zbiorach, pracach pielęgnacyjnych i innych zadaniach, których wykonanie w określonym terminie może decydować o wyniku całego sezonu.
Dla gospodarstwa liczy się właściwy moment
Rolnictwo różni się od wielu innych sektorów tym, że produkcja jest podporządkowana biologii i pogodzie. Jeżeli owoce osiągną właściwą dojrzałość, trzeba je zebrać. Jeżeli warunki pozwalają na wykonanie określonego zabiegu, nie zawsze można czekać kolejny tydzień.
Dlatego dostępność pracowników w konkretnym momencie ma dla gospodarstwa znaczenie równie duże jak ich ogólna liczba.
Rolnicy próbują ograniczać problem poprzez mechanizację, automatyzację i zmianę technologii produkcji. Nie każdą pracę można jednak zmechanizować, a znalezienie dużej grupy nowych pracowników również wymaga czasu.
Z tego powodu dla części gospodarstw dostęp do pracowników z Ukrainy stał się jednym z elementów pozwalających utrzymać produkcję na dotychczasowym poziomie.
Praca w gospodarstwie napędza inne sektory gospodarki
Znaczenie ukraińskiego pracownika nie kończy się na gospodarstwie. Jeżeli dzięki pracownikom rolnik może zebrać i sprzedać plon, uzyskuje przychód, z którego finansuje kolejne zakupy, usługi i inwestycje. Pieniądze trafiają do dostawców nawozów, paliwa, maszyn, części, usług transportowych czy firm zajmujących się przetwórstwem i handlem.
Legalne zatrudnienie oznacza również podatki i składki związane z pracą.
Mechanizm jest więc szerszy: pracownik umożliwia produkcję, produkcja generuje przychód, przychód napędza kolejne zakupy i inwestycje, a legalne zatrudnienie zasila system podatkowy i ubezpieczeniowy.
Właśnie dlatego znaczenia Ukraińców dla gospodarki nie da się sprowadzić wyłącznie do liczby zatrudnionych osób.
Tusk: układajmy relacje z korzyścią dla Polski
Premier podczas spotkania w Krakowie podkreślał, że dyskusja o obecności Ukraińców nie powinna być prowadzona wyłącznie przez pryzmat emocji. Wskazywał zarówno na kwestie humanitarne, jak i bezpieczeństwo Polski oraz gospodarcze znaczenie ich pracy.
– Próbujmy te relacje układać z korzyścią dla Polski, z szacunkiem dla innych – zaapelował Tusk.
Z perspektywy rolnictwa oznacza to przede wszystkim potrzebę znalezienia równowagi między potrzebami gospodarstw a zasadami legalnego zatrudnienia i ochroną pracowników.
Dla rolnika liczy się możliwość znalezienia ludzi wtedy, gdy są najbardziej potrzebni. Dla państwa – legalność zatrudnienia, podatki, składki i ograniczenie szarej strefy.
Bez pracowników trudniej wykorzystać potencjał polskiego rolnictwa
Wypowiedź premiera jest o tyle istotna, że zamiast mówić wyłącznie o wielkich liczbach, wskazał na konkretne miejsca pracy – w tym gospodarstwa rolne.
To właśnie na poziomie gospodarstwa najlepiej widać, jak praca pojedynczego człowieka może przekładać się na wynik ekonomiczny całej firmy.
Krzysztof Zacharuk
