StoryEditor

Wylicytowali dzień w gospodarstwie za 1 tys. zł. Tak wyglądały żniwa 2026 z bliska

Rodzina Olejników wylicytowała wizytę w gospodarstwie Tomasza Bodnara podczas aukcji WOŚP. Zwycięzcy spędzili kilka godzin wśród maszyn, zobaczyli pracę kombajnu i poznali drogę zboża od pola do magazynu.

17.08.2026., 09:00h

15 stycznia br. pisaliśmy o aukcji Tomasza Bodnara na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Rolnik po raz szósty wystawił na licytację przejażdżkę kombajnem New Holland CR 9090 oraz innymi maszynami rolniczymi. Zwycięzcy aukcji mieli spędzić dzień w gospodarstwie i zobaczyć, jak wygląda praca podczas żniw. Licytacja była kolejnym przykładem zaangażowania rolników w pomoc potrzebującym dzieciom.

Więcej: Rolnicy grają z WOŚP. Na licytację trafia przejażdżka gigantycznym kombajnem

Tomasz Bodnar podkreślał wówczas, że pobyt w gospodarstwie nie miał ograniczać się wyłącznie do przejażdżki kombajnem. W planie było między innymi przygotowanie maszyny do pracy, wyjazd na pole oraz udział w koszeniu. Uczestnicy mieli również zobaczyć transport zebranych plonów, ważenie oraz prace wykonywane po zakończeniu zbiorów. Aukcja miała nie tylko dostarczyć zwycięzcom niezapomnianych wrażeń, ale przede wszystkim pomóc w zbiórce WOŚP. Po kilku miesiącach oczekiwania nadszedł czas realizacji wylicytowanej atrakcji. Żniwa odbyły się, a zwycięzcy aukcji przyjechali do gospodarstwa Tomasza Bodnara. Na miejscu mogli z bliska zobaczyć pracę maszyn i przekonać się, jak wygląda codzienność rolnika w najbardziej intensywnym okresie sezonu. Jakie wrażenia?

Żniwa 2026 w towarzystwie gości

- Rodzina Olejników, która odwiedziła moje gospodarstwo, była przesympatyczna. Umówiliśmy się zaraz po aukcji, że kiedy rozpoczną się żniwa, przyjadą do mnie i — jeśli będzie taka możliwość — zobaczą, jak wygląda praca w gospodarstwie. Przyjechali z spod Opola, oddalonego o około 350 kilometrów. Wracali z wakacji i postanowili do nas zajrzeć 3 sierpnia – opowiada Tomasz Bodnar. W gospodarstwie spędzili około czterech–pięciu godzin.

- Dwie przesympatyczne dziewczynki usiadły ze mną i rozmawialiśmy o tym, po co uprawiamy żyto, co się z nim później dzieje i dokąd trafia. Następnie pojeździły ciągnikiem z chłopakami, którzy wożą zboże do magazynu, i zobaczyły, jak wygląda jego przyjęcie oraz przechowywanie. Dziewczynki obserwowały również pracę kombajnu i sam zbiór – relacjonuje Tomasz i dodaje, że nie tylko dzieci skorzystały z wizyty. Rodzice także aktywnie uczestniczyli w tym spotkaniu.

- Jeździli ze mną maszynami i długo rozmawialiśmy o rolnictwie. Starałem się wyjaśnić im, jak wygląda prowadzenie gospodarstwa, stosowanie środków ochrony roślin oraz nawożenie. Rozmawialiśmy między innymi o tym, że glifosat, potocznie nazywany Roundupem, nie jest w Unii Europejskiej stosowany bez ograniczeń ani „dolewany do wszystkiego”. Wyjaśniłem także, na czym polega uprawa GMO, której w Polsce praktycznie nie prowadzimy – mówi Tomasz i zaznacza, że spotkanie miało charakter edukacyjny. Gdyż rolnik poruszył również temat produkcji zbóż, ich drogi od pola do odbiorcy oraz tego, jak ważne jest wspieranie lokalnych piekarni i kupowanie pieczywa w naszych lokalnych sklepach i piekarniach.

- Podczas aukcji rodzina wynegocjowała około 1000 zł, pieniądze zostały przekazane na WOŚP – dodaje Tomek. Zaznacza, że na pewno chce powtórzyć tę akcję w przyszłości.

- Uważam, że bezpośredni kontakt z rolnikiem i możliwość zobaczenia pracy w gospodarstwie jest dla dzieci bardzo wartościowym doświadczeniem – podkreśla rolnik.

Jakie wrażenia rodziny z Opolszczyzny?

- Pomysł udziału w aukcji WOŚP wziął się stąd, że moja starsza córka, która ma obecnie 16 lat, od pewnego czasu mówi, że chciałaby zostać rolniczką. Chcieliśmy pokazać jej, jak wygląda rolnictwo w praktyce, a sami również byliśmy ciekawi, jak funkcjonuje nowoczesne gospodarstwo – mówi Alina Olejnik. Podkreśla, że wizyta bardzo spodobała się córce i utwierdziła ją w przekonaniu, że być może rzeczywiście chciałaby wybrać taką drogę w przyszłości. Obecnie córka uczy się w liceum w klasie o profilu biol-chem.

- Sama pochodzę ze wsi. Moja babcia miała niewielkie gospodarstwo, obejmujące około hektara pola. Uprawiała tam ogórki, buraki i inne warzywa, ale ponieważ byłam wtedy mała, nie brałam w tych pracach udziału. Mój mąż ma rodzinę w okolicach Nowego Targu i spędzał tam właściwie każde wakacje na żniwach. Było to jednak zupełnie inne gospodarstwo niż to, które odwiedziliśmy. Wszystko wykonywano ręcznie: koszono kosami, wiązano snopki, a do pracy wykorzystywano wóz i konie. To była zupełnie inna rzeczywistość niż dzisiejsze rolnictwo – mówi Pani Alina i zaznacza, że oczywiście również wtedy trzeba było się bardzo napracować. Dziś praca wygląda inaczej niż 50 lat temu — nie wykonuje się jej ręcznie, lecz przy użyciu maszyn — ale nadal jest ciężka i wymagająca.

- Najbardziej zainteresowały mnie informacje, które Pan Tomek przekazywał na temat żywności GMO, jej możliwości oraz celów, w jakich się ją wykorzystuje. To był bardzo ciekawy temat. Zaskoczyła mnie również skala gospodarstwa. Obszar 600 hektarów robi ogromne wrażenie. Trudno uwierzyć, że tak duży teren może być obsługiwany przez stosunkowo niewielką liczbę osób, oczywiście przy wsparciu pracowników i odpowiednich maszyn – dodaje Pani Alina i podkreśla, że zdecydowanie poleciłaby innym taką wizytę w gospodarstwie.

- To bardzo ciekawe doświadczenie i coś zupełnie innego niż codzienność. Pan Tomek mówił również, że tego rodzaju zajęcia powinny być organizowane w szkołach. Uważam, że to bardzo dobry pomysł. Dzieci powinny mieć możliwość spędzenia kilku dni w terenie, przyjechania do gospodarstwa, zobaczenia wszystkiego z bliska i dotknięcia tego, o czym często uczą się wyłącznie z książek. Mieszkamy w mieście liczącym około 40 tysięcy mieszkańców, dlatego taka możliwość bezpośredniego kontaktu z rolnictwem jest szczególnie cenna – zaznaczyła Pani Alina w rozmowie z naszą Redakcją.

Żniwa na 600 ha jeszcze w trakcie

Warto również przybliżyć profil produkcyjny gospodarstwa Tomasza, bo jest dosyć ciekawie i nietypowo zorganizowane. Gospodarstwo jeszcze w zeszłym roku zajmowało powierzchnię 300 ha. W tym roku powiększył je o kolejne 300 ha, więc pracy nie brakuje.

- W tym sezonie mam do zebrania około 600 hektarów. Dzisiaj próbuję uporać się z ostatnią częścią zbóż, a później zostaną mi rośliny, na których produkcji nasiennej się specjalizuję — między innymi gorczyca i rzodkiew oleista, czyli rośliny uprawiane na nasiona do mieszanek poplonowych – wyjaśnia Tomasz i podkreśla, że sezon nie dla wszystkich upraw był łaskawy,

- Jeśli chodzi o sezon w moim rejonie, to cieszę się, że w tym roku nie zasiałem rzepaku. W okolicy rzepaki kompletnie się nie udały. Plantacje, które można warunkowo uznać za udane, dałoby się policzyć na palcach jednej ręki. A z kolei w przypadku zbóż bardzo dobrze sprawdziła się stara zasada, żeby nie siać pszenicy tam, gdzie powinno rosnąć żyto – zaznacza rolnik i podkreśla, że słabsze stanowiska pokazały, że pszenicy nie można siać wszędzie. Wymienia, że na bardzo dobrych ziemiach pszenica sypała bardzo dobrze — plony przekraczały 8 ton z hektara, a na najlepszych stanowiskach osiągały nawet ponad 10 ton.

W gospodarstwie uprawia również żyto, w tym roku zasiał 250 ha.

- Zostało ono zasiane na odpowiednich dla tej rośliny stanowiskach i bardzo dobrze plonowało. Plon na poziomie 8–8,5 tony z hektara uważam za naprawdę dobry. Mam sprawdzone odmiany i technologię uprawy, dlatego żyto niemal zawsze się u mnie udaje. Mogę powiedzieć, że jego uprawa zawsze wychodzi na plus – wyjaśnia rolnik. Całe zebrane żyto trafia bezpośrednio do portu i jest przeznaczane na eksport. Plon sprzedaje bezpośrednio dużym odbiorcom. Podkreśla, że w związku z powiększeniem gospodarstwa na razie nie ma odpowiedniej bazy magazynowej.

- Zdarza się, że muszę wstrzymać koszenie, ponieważ nie mam gdzie wysypać zboża. W przyszłości planuję więc rozbudowę magazynów – zaznacza Tomek.

Produkcja nasion na poplony

Oprócz uprawy pszenicy i zbóż, Tomasz Bodnar od około ośmiu lat współpracuje z firmami nasiennymi przy produkcji nasion do mieszanek poplonowych.

- Moje gospodarstwo ma zresztą długie tradycje w produkcji nasiennej — wcześniej zajmowano się tym jeszcze w latach 80. i na początku lat 90. Później ta działalność upadła, między innymi z powodu braku odpowiednich kontaktów. Dzisiaj współpracuję z firmami, które podchodzą do tego kompleksowo. Otrzymuję odpowiednio dobrane nasiona, doradztwo dotyczące nawożenia i ochrony roślin oraz szczegółowe zalecenia dotyczące zabiegów. Mam również odpowiednie maszyny do czyszczenia i suszenia nasion. Dzięki temu od ośmiu lat zajmuję się produkcją nasienną na poważnie – mówi Tomasz. To ciekawa gałąź tego gospodarstwa, a kontrakt z firmą pozwala zabezpieczyć dochód. Pszenica i żyto równie dobrze sobie radzą w tym gospodarstwie, co widać po plonach, więc rodzina, która odwiedziła gospodarza mogła zobaczyć dobrze prosperujący biznes i dowiedzieć się jak to działa w praktyce.

Dorota Kolasińska
Autor Artykułu:Dorota Kolasińska
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
17. sierpień 2026 10:01